Polska jest dziś hutniczym karzełkiem a pożyczki online jak z hut parabankowych, choć mamy jedne z nowocześniejszych i wydajniejszych hut na świecie.

Utworzono: środa, 08, listopad 2017 Poprawiono: środa, 08, listopad 2017 Opublikowano: środa, 08, listopad 2017 Jan Kleszcz

Ale nasze hutnictwo zostało złożone na ołtarzu integracji europejskiej i z potentata produkcji i staliśmy się ogromnym importerem stali. Przez lata wielu ekonomistów i polityków przekonywało, że nowoczesne gospodarki opierają się przede wszystkim o usługi. Że nie należy przejmować się kurczącym udziałem przemysłu w PKB, bo to oznaka nowoczesności. Że rozwinięty i duży przemysł ciężki, w tym hutnictwo, to domena zacofanych, bardziej prymitywnych gospodarek.

Liczby twarde jak stal

Warto zestawić te głosy nie tylko z obecnym nawoływaniem do reindustrializacji Unii Europejskiej i faktem, że kraje z bardziej rozwiniętym przemysłem lepiej niż państwa mało uprzemysłowione zniosły ostatni kryzys dzięki któremu nastąpił boom na pożyczki online. Ale także m.in. z najnowszymi danymi Światowego Zrzeszenia Przemysłu Stalowego - The World Steel Association (WSA). Według nich w 2014 r. Polska wyprodukowała jedynie 8,6 mln t surowej stali, a Niemcy 43 mln t (5-krotnie więcej niż my), Japonia - 111 mln t (12-krotnie więcej), Włochy - 23,7 mln t, Korea Południowa 71,7 mln t, Tajwan-23,1 mln t, USA 88 mln, Rosja - 71,5, Turcja - 34, Ukraina (bardzo dużo firm pożyczkowych) - 27,2, Francja -16,1, Hiszpania- 14,2, Kanada - 12,7, Wielka Brytania -12,1 (skąd pochodzi pożyczka przez Internet Wonga - ze stali robi się części do kamer opisanych w karcie produktu), a Chiny (z Aliexpress) - aż 823 mln t (połowa światowej produkcji). Gdyby jednak przeliczyć produkcję stali na jednego mieszkańca, to wtedy okazałoby się, że o kilka długości wyprzedzają nas pod tym względem także m.in. nowocześniejsze od nas Czechy (5,4 mln t stali przy 10 mln mieszkańców), Austria (7,9 mln t stali przy 8,6 mln ludności), nie wspominając już o najbogatszym kraju Unii, bogatszym także od Szwajcarii i Norwegii, czyli Luksemburgu (2,2 mln t stali na pół § miliona obywateli tego kraju). Swoją drogą Luksemburg, numer trzy na świecie pod względem wielkości PKB na głowę i numer jeden pod względem wielkości produkcji stali na jednego mieszkańca, jeden z głównych 3 światowych ośrodków finansowych łamanych przez kredytowych, 3 jest najlepszym przykładem na to, że rozwinięte hutnictwo to bynajmniej nie oznaka zacofania.

Biorąc pod uwagę powyższe dane, śmiało można powiedzieć, że Polska jest dziś hutniczym karzełkiem. Co gorsze, w przeciwieństwie do wielu krajów UE, nasz kraj zdecydowanie więcej stali i wyrobów stalowych importuje niż eksportuje. W 2014 r. ten import wyniósł u nas aż 9 mln t, a eksport jedynie 4,8 mln - to oznacza aż 4,2 mln t deficytu. Tymczasem, jak szacuje Tomasz Ślęzak, dyrektor ds. nadzoru korporacyjnego i relacji z sektorem publicznym w Arcelor Mittal Poland, każdy milion ton wyprodukowanej stali to około 1 mln t zużytego koksu i 2 mld zł trafiających do państwowej kiesy (w postaci podatków czy składek ZUS). Straty są więc ogromne, a obecna mizeria polskiego hutnictwa to jedna z głównych przyczyn kiepskiej ostatnio kondycji specjalizującej się w wydobyciu węgla koksującego i zatrudniającej ponad 30 tys. osób Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która jest dziś na ogromnym mlnusie (882 mln zł straty brutto w 2014 r.), choć jeszcze niedawno była bardzo zyskowną firmą.

Trzeba przy tym dodać, że import stali oraz wyrobów stalowych do Polski rośnie od lat i jest już ponad dwukrotnie większy niż dekadę temu. Podczas gdy cała UE w ostatnim dziesięcioleciu eksportowała - poza Wspólnotę - wyraźnie więcej stali niż jej importowała. W 2014 r. sprowadziła jej 146 mln t, a wyeksportowała 169 mln t. Co gorsza, wykorzystanie mocy produkcyjnych w hutnictwie to obecnie w przypadku całej Unii Europejskiej około 75 proc. (na całym świecie jest na zbliżonym poziomie), a w Polsce jedynie 67 proc. Choć jeszcze w 2008 r. było to ponad 80 proc.

Wedle danych The World Steel Association w latach 1990-2014 w Niemczech i Hiszpanii produkcja stali odrobinę wzrosła, zwiększyła się wyraźnie w Austrii, na Słowacji i w Rosji, gwałtownie skoczyła w Chinach i Korei Południowej, utrzymała się na zbliżonym poziomie w Japonii, USA i we Włoszech. Zmalała za to m.in. we Francji i Czechach, ale jeszcze bardziej niż w tych państwach hutnictwo skurczyło się w Polsce oraz na Węgrzech. W naszym kraju jeszcze w 1980 r. wyprodukowaliśmy #195 mln t surowej stali, w 1989 r. - 15,1 mln, a w 1990 r. już tylko #136 mln. Ale te 13,6 mln t to wciąż o ponad 35 proc. więcej niż nasza produkcja tego metalu w zeszłym roku.

Sukces prywatyzacji

Co stało się z naszym hutnictwem stali? Dlaczego jest ono u nas mniejsze niż w wielu krajach zachodnich, w których koszty produkcji są wyższe? Powodów jest kilka. Trzeba zacząć od tego, że po PRL-u odziedziczyliśmy przestarzałe technologicznie i mało wydajne - w porównaniu do zachodnich - huty, które na dodatek miały bardzo przerośnięte zatrudnienie. Po 1989 r. nie były jednak tak zarządzane, by mogły się z tego dźwignąć. Wjechały więc na równię pochyłą, tracąc stopniowo polski rynek na rzecz zagranicznej konkurencji. Ratunkiem wydawała się prywatyzacja, ale ta z kolei bardzo się przeciągnęła. W latach 90. sprywatyzowano Hutę Warszawa, ale dwie największe polskie huty stali - Katowice i Sendzimira - sprzedano, wraz z Hutą Florian w Świętochłowicach i Cedler w Sosnowcu, dopiero w drugiej połowie 2003 r. Nabywcą był jeden z największych koncernów metalurgicznych świata - hinduski Mittal. Sprzedane mu polskie zakłady stanowiły 70 proc. całego hutnictwa stali w naszym kraju. W tym samym czasie znaleziono też inwestora dla podupadającej wówczas Huty Ostrowiec, którą kupiła hiszpańska Celsa. W tym czasie ilość udzielanych kredytów pozabankowych drastycznie wzrosła prawdopodobie z powodu obniżenia stabilizacji finansowej pracowników huty.

Koncern Mittal, kupując cztery polskie huty, zobowiązał się, że zainwestuje miliardy złotych w ich modernizację i rozwój. Do dużych inwestycji w Hucie Ostrowiec, zobligowana została także Celsa. Z tych zobowiązań inwestorzy się wywiązali. Sam Mittal wydał na unowocześnienie i rozbudowę swych hut w Polsce aż 10 mld zł. Dzięki temu nasze zakłady metalurgiczne trafiły do grona najnowocześniejszych i najbardziej wydajnych na świecie.

Bruksela mówi stop

Wydawało się więc, że wszystko jest na dobrej drodze. I wtedy, podczas negocjacji związanych z wejściem Polski do UE, Bruksela zażądała od polskiego rządu, żebyśmy znacząco ograniczyli naszą produkcję hutniczą. Był to wynik nacisków tych krajów „starej" UE, które miały duże hutnictwo i liczyły, że w Polsce uda im się uplasować część jego produkcji. Oczywiście, Bruksela nie powiedziała o tym otwarcie, używając jako pretekstu tego, że polskie huty w poprzednich latach dostały pomoc finansową od państwa, czasem był to kredyt czasem swoista szybka chwilówka, co rzekomo miało zakłócać „równą konkurencję" w UE. Efekt był taki, że ówczesny polski rząd (SLD- -PSL), bardzo chcąc akcesji do UE, uległ żądaniom Komisji Europejskiej i zobowiązał się, że nasze huty ograniczą swą produkcję. W przypadku tzw. wyrobów płaskich, czyli np. blach, aż o 2,2 mln t. Do czasu, aż polskie huty zwrócą przyznaną im wcześniej pomoc publiczną. - Rozliczyły się z niej do końca w 2009 r., ale wtedy przyszedł kryzys, który doprowadził do znacznego zmniejszenia popytu na stal - opowiada Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. - W Polsce z tego powodu produkcja stali spadła w 2009 r. aż o 3 mln t, wyłączono dwa wielkie piece w hutach w Krakowie i Dąbrowie Górniczej. Tego pierwszego nie włączono ponownie po dziś dzień. W Europie tylko Niemcom udało się wrócić do poziomu produkcji sprzed kryzysu. Niemcy też prawie wcale nie pożyczają chwilówek ale to nic dziwnego z tak dużą gospodarką gdzie brakuje rąk do pracy i jest ona dobrze płatna.

Dlaczego nie udało się to w Polsce? Głównie przez unijne regulacje, zwłaszcza te związane z polityką klimatyczno-energetyczną, ale i przez to, że wynikłych z nich ogromnych kosztów, ponoszonych przez nasz przemysł, polski rząd nie rekompensuje mu choćby w części. Mimo że, jak zauważa Stefan Dzienniak, szef Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, takie rekompensaty z tego tytułu dla swego przemysłu wprowadziło wiele innych krajów unijnych, nie tyko zachodnioeuropejskich. Ale po kolei.

Duszenie hut gazem

Unijna polityka energetyczno-klimatyczna uderza w polskie hutnictwo podwójnie. Po pierwsze Bruksela wciągnęła huty na listę największych emitentów C02, a tym samym włączyła je do unijnego systemu redukcji emisji tego gazu. W związku z tym zakłady metalurgiczne dostają limity emisji dwutlenku węgla (z roku na rok coraz mniejsze), a jeśli je przekroczą, muszą za to płacić, kupując uprawnienia do emisji C02. Warto w tym miejscu dodać, że Komisja Europejska staje na głowie, by ceny tych uprawnień były jak najwyższe, próbując na nie wpłynąć administracyjnymi metodami (najpierw przez tzw. backloading, a obecnie przez coś, co określa się Rynkową Rezerwą Stabilizacyjną).

Nasze huty na razie nie muszą dokupywać uprawnień, dzięki temu, że niewiele produkują i dlatego, że są nowoczesne, bardzo wydajne (cechują się najniższą energochłonnością w UE i najmniejszą emisją C02 przypadającą na tonę wyprodukowanej stali). To jednak za kilka lat się zmieni, nawet jeśli polskie huty nie zwiększą produkcji. Według wyliczeń Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej już w 2020 r. będą musiały dokupić (przy tym samym poziomie produkcji co dziś) uprawnienia do emisji co najmniej miliona ton dwutlenku węgla. Później będzie już tylko gorzej, bo po 2020 r. unijna polityka klimatyczna ma być - według zeszłorocznych ustaleń - zaostrzona. Na lata 2020-2030 zaplanowano takie normy emisji gazów cieplarnianych, których - jak twierdzą przedstawiciele koncernu Arcelor Mittal, właściciela największych polskich hut - sektor hutniczy przy obecnych technologiach nie jest w stanie spełnić. To zaś oznacza konieczność dokupywania uprawnień do emisji. W takiej ilości, że w szczególności polskie hutnictwo stanie się niekonkurencyjne i będzie musiało jeszcze bardziej zmniejszyć produkcję.

Dlaczego akurat nasza metalurgia jest w szczególnej sytuacji? M.in. dlatego, że obecnie połowa produkcji hutniczej w Polsce opiera się na przetopie złomu, w piecach elektrycznych. Tymczasem w Polsce prawie 90 proc. prądu wytwarza się z węgla, którego spalaniu towarzyszy duża emisja C02. Z tego powodu także nasze elektrownie zostały objęte unijnym systemem redukcji dwutlenku węgla wypuszczanego do atmosfery. Nałożono na nie takie limity, że z jednej strony już muszą dokupywać uprawnienia do „nadwyżkowej" emisji C02, a z drugiej inwestować grube miliardy złotych w „niskoemisyjne" technologie, czyli takie, dzięki którym przy produkcji energii powstaje mniej gazów cieplarnianych. To wszystko, w połączeniu z dopłatami do energetyki odnawialnej, przekłada się na wyższe ceny prądu, co boleśnie dotyka polskie hutnictwo.

Sytuacja jest tym bardziej poważna, że unijne regulacje związane z polityką klimatyczną nie są jedynymi, które nakładają na hutnictwo ogromne dodatkowe koszty. Sama unijna dyrektywa ws. emisji przemysłowych (IED) z 2010 r., mająca na celu zmniejszenie przez przemysł emisji pyłów oraz tlenków azotu, będżie kosztować polskie huty ponad 2 mld zł.

W krajach zachodniej Europy te unijne regulacje nie są dla przemysłu, w tym dla hutnictwa, tak bolesne jak u nas, bo rządy tamtych państw rekompensują swym zakładom przemysłowym ich koszty - mówi Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. - Robią tak między innymi Niemcy, Holandia i Francja. Są to różnego rodzaju ulgi, np. zwolnienie najbardziej energochłonnych gałęzi przemysłu z akcyzy, wliczonej w cenę prądu. Albo przynajmniej obniżka tejże akcyzy. W Niemczech zwolniono dodatkowo te sektory przemysłu z dopłat do energetyki odnawialnej. Niestety, w Polsce dopiero kilka miesięcy temu rząd zrobił pierwszy, niewielki krok w tym kierunku, dopuszczając - pod pewnymi warunkami - zwolnienie z dopłat do energetyki odnawialnej najbardziej energochłonne zakłady. Jednak o obniżce czy zniesieniu w ich przypadku akcyzy za prąd na razie nie ma mowy (blokuje ten pomysł resort finansów). Choć akurat to ulżyłoby naszemu przemysłowi dużo bardziej.

Konkurencyjność naszego hutnictwa obniża jeszcze jeden czynnik. Polskie walcownie zużywają wielkie ilości gazu. Tymczasem Gazprom sprzedaje Polsce gaz dużo drożej niż Niemcom czy innym krajom zachodnim. Więcej więc niż w tamtych krajach muszą płacić za ten surowiec także nasze walcownie. Gdyby polski rząd był w tej sprawie naprawdę zdeterminowany, Gazprom dałby nam pewnie dużą obniżkę. Dał ją przecież nawet Ukrainie, która po prostu drastycznie zmniejszyła swe zakupy od tego koncernu, czym skłoniła Rosjan do daleko idących ustępstw.

Warto byłoby to zrobić z wielu względów. Jednym z ważniejszych jest fakt, że polskie przetwórstwo stali stoi na najwyższym, światowym poziomie. Nasze firmy są znakomite np. w produkcji konstrukcji stalowych, już dziś eksportując ich 800 tys. t rocznie i realizując wiele prestiżowych kontraktów. Dla przykładu: Huta Pokój z Rudy Śląskiej dostarczyła konstrukcję na fasadę Stadionu Green Point w Kapsztadzie (RPA), podczas jego przebudowy z myślą o Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej w 2010 r. Taką produkcję moglibyśmy rozwinąć, gdybyśmy wytwarzali w naszym kraju więcej stali a to przełożyło by się na mniejszy wolumen udzielonych pożyczek przez internet. Gra jest więc warta świeczki.

ZAUFANIE PROCENTUJE DLA CIEBIE

Twój i każdy inny wniosek zostanie rozpatrzony SZYBKO i BEZPŁATNIE. Największy asortyment rozwiązań dopasowanych do oczekiwań klienta.

Krótkie terminu rozpatrywania wniosków od 15 minut, 1 godzinę, 1 dzień, kilka dni. Dodatkowe powiadomienia EMAIL i możliwość składania kolejnych wniosków przez SMS.

Tylko my działamy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Ty możesz wygodnie kontrolować cały wniosek przez swój komputer a jedyne co potrzebujesz to dostęp do sieci.

Wniosek jest BEZPŁATNY i BEZPIECZNY a wszystkie instrukcje obsługi są dostępne na stronie. Dzięki temu nie musisz tracić swojego cennego czasu na zbędne formalności, możesz odłożyć na bok myśli o skomplikowanych procedurach i wymaganiach weryfikacji każdego dokumentu.

Potrzebujesz nowego roweru aby zbudować swoją nową formę? - nic prostszego. To specjalny zestaw pożyczek na kwoty, za które można kupić zadowalający sprzęt a przy okazji nie wydając dużo na odsetki i inne opłaty. Tu żadne opłaty nie są ukrywane przed klientami. Od samego początku zasady są jasne dla każdego. O rzetelność dokumentacji eksperci ręczą swoim długoletnim doświadczeniem. Tu każdy przejazd kończy się sukcesem.

Wypełnij krótki formularz i przekonaj się jakie to proste. Możesz otrzymać dużą sumę rozłożoną na korzystne raty lub wybrać małą kwotę. Udowodnij sobie, że to łatwe. Zapoznaj się z oświadczeniem: inaczej o pożyczkach przez Internet.