Pożyczki bankowe - repolonizacja banków po naszemu

Utworzono: sobota, 16, wrzesień 2017 Poprawiono: poniedziałek, 02, październik 2017 Opublikowano: sobota, 16, wrzesień 2017 Jan Kleszcz

W 1989 r. politycy Unii Wolności, SLD, PSL i PO sprzedali za bezcen polskie banki i pozwolili im hulać do woli na naszym rynku przez całe lata. W tym czasie dynamicznie rozwijał się rynek pozabankowych kredytów chwilówek, które dziś są dostępne przez Internet. Kapitał zagraniczny strzygł więc Polaków do gołej skóry, czyniąc z naszego kraju istne Eldorado. Ale bankowa układanka zaczyna się jednak ostatnio sypać na rzecz darmowych pożyczek.

Sektor bankowy będący w 70 proc. własnością kapitału zagranicznego, tak dopieszczany zwłaszcza przez rząd PO-PSL zaczyna mieć coraz więcej problemów. I to pomimo osiągania rekordowych zysków - w 2016 r. było to 16,2 mld zł, a w ostatnich 10 latach łącznie ok. 100 mld zł. Zysk brutto banków to ok. 20 mld zł rocznie, a z wyprzedaży polskiego sektora bankowego dostaliśmy ok. 25 mld zł. Na wyniki za 2017 jeszcze parę miesięcy poczekamy. Dziś tyle kosztuje jeden bank. BCP, portugalski właściciel Banku Millennium (dawny BIG Bank Gdański), sprzedał właśnie, i to w przyspieszonym tempie, „tylko" 15 proc. działającego u nas banku, który ma znaczącą pulę tzw. kredytów frankowych. Zapowiedź rychłego wyjścia z Polski ogłosiły już też: Royal Bank of Scotland, Raiffeisen Bank Polska, Deutsche Bank, na sprzedaż poszedł również Alior Bank (25. proc. kupił PZU SA). Wiele wskazuje, że sprzedaży nie wykluczają też w przyszłości niemieccy właściciele mBanku.

Co się dzieje, czemu „tłuste misie" nie chcą już polskiego „miodu" - przesiadły się na pożyczki internetowe takie jak pożyczki gotówkowe Vivus online czy pozabankową za free Szybka Gotówka? Czyżby szykowały się potężne problemy w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym, wynikające z tzw. opcji walutowych dla przedsiębiorców, tzw. kredytów frankowych, polisolokat czy wreszcie ubezpieczeń dodawanych na siłę do kredytów bankowych? Skala obciążeń tylko kilku banków z tytułu tzw. kredytów frankowych jest ogromna, może to być kwota nawet 40-50 mld zł. A tzw. niezabezpieczone lub nie w pełni zabezpieczone kredyty walutowe, w tym frankowe przekraczające 100 proc. tzw. LTV, czyli wartości udzielonych kredytów do wartości nieruchomości, to kwota aż 77 mld zł. Kilka banków pilnie potrzebuje dodatkowego wzmocnienia kapitałowego, rzędu nawet 15-20 mld zł, w innym przypadku, np. przewalutowania tzw. kredytów frankowych na złote po kursie z dnia zawarcia umowy, grozi im realne bankructwo. Co najmniej trzy banki mają z tym nie lada problem.

Te instytucje, tak chwalone przez rząd i Komisję Nadzoru Finansowego, polityków PO, redaktorów „Gazety Wyborczej" i TVN24 same są zadłużone, głównie w swych centralach zagranicznych na 180-200 mld zł. Ich „teflonowa odporność" na wypadek kryzysu czy zawirowań sektora bankowego w Polsce, to bajki z mchu i paproci. Przecież Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) dysponuje dziś kwotą zaledwie 8-9 mld zł, i to w sytuacji, gdy banki udzieliły kredytów na kwotę blisko 900 mld zł, a nawet stosunkowo niewielkie banki mają pule kredytowe rzędu 30-40 mld zł, w tym po kilkanaście miliardów złotych w kredytach frankowych.

Widać coraz wyraźniej, że sektory bankowy i ubezpieczeniowy - tak hołubione i chronione przez rządzących i urzędników KNF, podlegających premier E. Kopacz, rzekomo wzorowo kontrolowane i nadzorowane, mają wmontowane co najmniej kilka tykających bomb, grożących wybuchem i olbrzymimi stratami dla polskich portfeli. Rząd PO-PSL boi się jak diabeł święconej wody wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) w sprawie pułapki toksycznych kredytów walutowych, złożonej z inicjatywy Węgier, który może otworzyć puszkę Pandory. W trosce o banki urzędnicy wysłali już nawet list do ETS, że ewentualny wyrok może bardzo zaszkodzić niektórym bankom w Polsce. Chociaż premier Ewa Kopacz obiecywała, że stanie po stronie ludzi, a nie banków. Tyle, że jak to w PO bywa: dwa razy obiecać, to jakby właściwie spełnić.

Już dziś można oszacować, że w wyniku systematycznego, długofalowego i całkowicie bezkarnego pustoszenia portfeli milionów Polaków, w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym, ową zorganizowaną operację można ocenić łącznie na blisko 100 mld zł. Głównie pod postacią tzw. kredytów frankowych, opcji walutowych i polisolokat, ale nie tylko. Niektórzy bankierzy i banki zagraniczne już czują pismo nosem. W 2014 r. z Polski wycofał się szwedzki banki Nordea, którego blisko 90 proc. pulę kredytów frankowych wciśnięto PKO BP, spółce z udziałem Skarbu Państwa, za które ten bank jeszcze zapłacił 2,8 mld zł - wszystko za pełną zgodą i akceptacją przewodniczącego KNF Andrzeja Jakubiaka. Czyli zapłaciliśmy po części my - podatnicy oraz akcjonariusze banku. Teraz PZU SA, inna spółka skarbu państwa, w części za publiczne pieniądze i pieniądze swych akcjonariuszy kupuje 25 proc. Alior Banku, płacąc aż 1,6 mld zł, choć tyle wydano na powstanie Aliora. Właściciele i centrale zagranicznych banków działających nad Wisłą najwyraźniej już wiedzą, że szykuje się zmiana władzy, a w nowej ekipie, która przyjdzie do rządów, mogą się znaleźć ludzie, którzy doskonale orientują się w metodach działania lobby bankowo-lichwiarskiego i mogliby takie praktyki skutecznie ukrócić i rozliczyć winowajców. Więc nie chcą ponosić kosztów i odpowiedzialności i się ewakuują. Mocno spóźnione działania KNF, polegające na ograniczaniu wypłat dywidendy przez niektóre banki, czy nawet wprowadzeniu tzw. „domiarów kapitałowych", już nie wystarczą i nie powstrzymają kolejnych banków przed opuszczeniem Polski lub ich ewentualnego przejęcia za publiczne polskie pieniądze, często, gęsto przepłacając, w imię szczytnych haseł „udomowienia" banków. System bankowy w Polsce nie jest ani wcale tak bezpieczny, ani tak odporny, jak to się próbuje wmówić Polakom. To depozyty i oszczędności polskich ciułaczy, ok. 600 mld zł są na razie jedynym realnym zabezpieczeniem dla blisko 40 mld franków, w ramach tzw. kredytów frankowych. Bowiem kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. To wszystko sprawia, że pożyczki przez Internet są tak bardzo cenione przez Polaków.

A burza w sektorze bankowym u nas wyraźnie się zbliża i stąd po części to nagłe zrozumienie dla idei posiadania własnego sektora bankowego i chęci repolonizacji banków. Ci, którzy kiedyś mimo licznych ostrzeżeń wyprzedawali za bezcen polski sektor bankowy, często w atmosferze skandali, afer i naruszania prawa, dzisiaj stali się ostentacyjnymi orędownikami patriotyzmu gospodarczego i odkupienia od kapitału zagranicznego tychże banków. Tyle tylko, że nie warto kupować kota w worku za cenę tygrysa. Tak jak nie było potrzeby, żeby hurtowo sprzedawać polskie banki, nie tylko bardzo tanio, ale wręcz za dopłatą (w połowie lat 90., tuż przed prywatyzacją banki wywianowano kwotą ok. 36 mld zł tzw. obligacji restrukturyzacyjnych), tak teraz nie ma sensu bardzo drogo je odkupywać i to jeszcze z wielkimi, nierozwiązanymi problemami, garbami 150 mld zł tzw. kredytów frankowych, polisolokatami na kwotę ok. 50 mld zł, opcjami walutowymi dla firm i toczącymi się procesami sądowymi w tej materii, również na miliardy złotych.

Owszem, repolonizacja sektora bankowego jest konieczna, bo naród bez własności, w tym bez własnych banków, jest narodem bez przyszłości. Bardzo słusznie, że nowy prezydent Andrzej Duda wywołał ten temat ponownie w debacie publicznej, ale można to zrobić lepiej lub gorzej. Repolonizacja banków, czy jak wolą inni udomowienie, musi się dokonać, ale z głową i oszczędnie. Nie może być tak, byśmy jako społeczeństwo wyszli na „jelenia", który zapłaci podwójnie: raz, bo banki tanio sprzedaliśmy, a dwa, bo teraz drogo odkupimy.

Chodzi nie tylko o to, by nie przepłacić, ale i na dodatek nie przyjąć na siebie (czyli na polskich podatników oraz spółki Skarbu Państwa) pełnej odpowiedzialności za poukrywane trupy w bankowych szafach. Komisja Europejska właśnie wzywa polski rząd do niezwłocznego wdrożenia unijnej dyrektywy o naprawie oraz uporządkowanej likwidacji banków i grozi Polsce Trybunałem Sprawiedliwości. Ktoś powinien zagrożone, z powodu pazerności i bezkarności, zadłużone banki w Polsce dokapitalizować, zwłaszcza jeśli mają swych zagranicznych właścicieli albo trzeba też brać pod uwagę możliwość przejęcia niektórych z nich przez Skarb Państwa za symboliczną złotówkę. Na przyspieszonej prywatyzacji banków straciliśmy ok. 200 mld zł. Czy, by odzyskać swoje, mamy tyle samo dopłacić?

ZAUFANIE PROCENTUJE DLA CIEBIE

Twój i każdy inny wniosek zostanie rozpatrzony SZYBKO i BEZPŁATNIE. Największy asortyment rozwiązań dopasowanych do oczekiwań klienta.

Krótkie terminu rozpatrywania wniosków od 15 minut, 1 godzinę, 1 dzień, kilka dni. Dodatkowe powiadomienia EMAIL i możliwość składania kolejnych wniosków przez SMS.

Tylko my działamy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Ty możesz wygodnie kontrolować cały wniosek przez swój komputer a jedyne co potrzebujesz to dostęp do sieci.

Wniosek jest BEZPŁATNY i BEZPIECZNY a wszystkie instrukcje obsługi są dostępne na stronie. Dzięki temu nie musisz tracić swojego cennego czasu na zbędne formalności, możesz odłożyć na bok myśli o skomplikowanych procedurach i wymaganiach weryfikacji każdego dokumentu.

Potrzebujesz nowego roweru aby zbudować swoją nową formę? - nic prostszego. To specjalny zestaw pożyczek na kwoty, za które można kupić zadowalający sprzęt a przy okazji nie wydając dużo na odsetki i inne opłaty. Tu żadne opłaty nie są ukrywane przed klientami. Od samego początku zasady są jasne dla każdego. O rzetelność dokumentacji eksperci ręczą swoim długoletnim doświadczeniem. Tu każdy przejazd kończy się sukcesem.

Wypełnij krótki formularz i przekonaj się jakie to proste. Możesz otrzymać dużą sumę rozłożoną na korzystne raty lub wybrać małą kwotę. Udowodnij sobie, że to łatwe. Zapoznaj się z oświadczeniem: inaczej o pożyczkach przez Internet.